skip to main |
skip to sidebar
"No patrz,za nic się baba nie przesunie.No za nic.Ja tu ledwo przycupnąłem sobie,o tak: tyci tyci.Tak ciutkę,ciutkę."
"No,motyla noga,no.Zawsze się babiszon uwali."
No to sobie czekamy.Wcale nas to zresztą nie cieszy.Czekamy cierpliwie choć i cierpliwość i czekanie są słowami obcymi dla gadów mych zwyrodniałych.Otóż,w gadzim świecie się nie czeka.Nie czeka się długo ze zrobieniem kupy-po tym jak pańcia wypucuje terrarium.Ależ,nie. Bo i po co ,skoro wypucować raz jeszcze będzie musiała jak Syzyf.Nie czeka się długo ze sprawdzaniem użyteczności dekoracji w terrarium -po tym jak Pańcia skrupulatnie je poukłada starając się umieścić pod odpowiednim kątem każde ździebło trawy.Nie czeka się długo nad rankiem z rozbijaniem się na kokosach i szybowaniem w przestrzeni- kiedy pańcia jeszcze śpi,żeby jej nie obudzić.No przecież,żadna z niej śpiąca królewna...No, po prostu się nie czeka.W naszej czasoprzestrzeni gadom się wszystko należy tu i teraz.Ale my musimy czekać.W boleściach się zwijając i z sercem kołatającym o klatkę piersiową.Czekamy.
Zachorowawszy i leżawszy bez tchu -zapragnęłam rozrywki najniższych lotów. I taką też dostałam,wystarczyło bowiem uruchomić znane ludzkości od dawien dawna magiczne pudełko.Niewiele myśląc,skuszona perspektywą spędzenia wieczoru z pilotem w ręce uruchomiłam program o logo pozytywnym i przywodzącym na myśl słodkość beztroski :radosne słoneczko.W sobotę wieczorem słoneczko pragnie zabawiać widzów swych wiernych,niewiernych i marnotrawnym,którzy opamiętają się zaraz po tym jak zbłądzą na drodze ku występkowi manewrując gdzieś na kanale TVN. I co oczy me ujrzały? Program rozrywkowy o wdzięcznym tytule "Jak oni śpiewają". Po tym,jak obejrzawszy pół programu nie stwierdziłam bytności szumnie zapowiadanych gwiazd doszłam do wniosku,że to quiz jakiś a wspomnanie gwiazdy ukrywają się za scenografią,...a może należało połączyć jakieś punkty, by uzyskać owe gwiazdy? Jak bardzo nie wysilałabym swego nadwątlonego chorobą umysłu..gwiazd wciąż niet.W obliczu kompromitującej mnie prawdy,że za grosz nie mam pojęcia o krajowym szołbi skapitulowałam i postanowiłam skoncentrować się na występujących w programie osobach...nie próbując dociec kim są i dlaczego świecą cycami( w większości).Uwagę mą przykuł bez wątpienia pan Krzyś,infantylność tak bardzo emanowała,że poirytowana zapłakałam,że nie stać mnie na telewizor za triliard złotych,który automatycznie będzie dźwięk wyciszał ,gdy pan Krzyś przemawia,a zamiast jego rozkosznego wizerunku choineczki wklei mi wielką czarną otchłań( wybaczcie,ale to jedyna rzecz,która poziomem pustki może równać się z panem Krzysiem).Pani Edytka uderzająca w żałobne tony i mieszająca dramat ludzi z pseudorzrywkowym szlamem upadła na samo dno.A wyczyny na scenie?Trochę lukrowania,zawodzenia ale głownie cyce.W różnych konstelacjach.Jedno jest pewne,przy następnej chorobie jeśli zechcę włączyć Polsat..niech mnie ktoś zastrzeli.A z Gekonowa:
I dlatego moje gady nieustannie śnią.Cokolwiek kwitnie w ich małych główkach,one nigdy nie ustają w próbie sennego tworzenia czegoś wielkiego.Patrząc na Salviego,krypto kameleona(bo jak one z zamiłowania zawisa na przestrzeni "międzygałęźnej")można pomyśleć,że zdjęcie zostało wykonane,gdy zwierz w pocie czoła zdobywa kolejne poziomy atmosfery.
Ale ,niech Was nie zwiedzie pozorność tej sytuacji. On zdobywa kolejne poziomy ...lenistwa.Zdjęcie nie zostało wykonane w trakcie wykonywania czegoś,ale w trakcie wykonywania niczego! On śpi.Śpi tak,godziny dwie długie całe.
W swych praktykach Śpiący Nasz Królewicz nie jest jednak odosobniony.Ależ skąd.
Frida z zapałem angażuje się w przygotowania do sequel'u "Ja Cię kocham,a Ty śpisz".A ponieważ pracowita to dziewczyna i z ambicjami na miarę Sandry Bullock,to ćwiczy co tchu w płucach.Ale,ale....konkurencja nie śpi! A może czas zmienić znaczenie tegoż związku,albowiem konkurencja śpi właśnie.Bo spać musi ,w walce o trofeum sobowtóra Sylwestra Stallone w filmie Człowiek Demolka,gdzie Sylwuś zahibernowany był na lat wiele.
No cóż,dobranoc!.
Ten blog niedługo pewnie uzyska status wirtualnej klepsydry,bowiem z dość dużą częstotliwością umieszczam tu informacje o śmierci.Ale jak tu zignorować fakt,że odeszła miłość moich lat dziecięcych. Jeden z tych męźczyzn,których pojawienie się na ekranie powodowało dziecięcy ślinotok i szczerą zawiść do odtwórczyń żeńskich rół u boku ideału.Och,gdybym mogła wówczas posiąść moc zabijania na odległość...zamiast "ręce,które leczą" byłoby "ręce,które KAleczą".To dla Johnnego stawiałam pierwsze taneczne kroki na kuchennym parkiecie udając,że szlafrok mamy jest subtelną,powiewająca na wietrze sukienką.To dla niego walczyłam z siostrą o to,która jest reinkarnacją Penny,a która Baby. To dzięki filmowi "Wirujący seks" dowiedziałam się,że "seks" nie jest egzotycznym owocem :)
Ktoś może rzec,że fabuła banalna i zanadto wypełniona lukrem. Może.A może gdybym nie oglądała tego filmu w przerwie między Krwawym Sportem i filmami Bruce'a Lee'a pisałabym do Was teraz grypserą zza murku wysokiego na końcu świata?
Ponieważ moją drugą zwierzęcą miłością są bulteriery to...serwis,który promuje zdrowie tej rasy.Polecam dla początkujących i zaawansowanych.